Dzień dobry kochane!
Płynne, zastygające pomadki to must have chyba już każdej z nas. Ja co rusz testuje nowości w tej kategorii i szukam swojego ideału.
Skuszona pozytywnymi opiniami na temat tego produktu postanowiłam sprawdzić go na własnej "skórze" i dać Wam znać czy faktycznie warto.
Wiele vlogerek i blogerek otrzymało płynne matowe pomadki z Bell do zaprezentowania. Większość z nich była zachwycona tym produktem .. ale przyznaje szczerze, że nie zawsze te opinie wiązą siez prawdą. Czy w tym przydaku tak było? Przeczytajcie pod do końca :D
Zacznę od tego, że kupiłam ten produkt na próbę z nastawieniem że wykupie każdy możliwy kolor po obejrzeniu wielu pozytywnych opinii. Na pierwszy rzut do testów poszedł mój ukochany czerwony odcień. W ich kolekcji to nr 103 PARIS .
Opakowanie jest łądne, estetyczne i standardowe. Aplikator również jest taki jak w większości błyszczyków czy płynnych pomadek. Ale tu nie mam się do czego przyczepić - wykonuje swoje zadanie do dobrze aplikuje produkt na usta.
Sam kolor jest na prawdę piękny! Jestem w nim zakochana po uszy i to jeden z moich idealnych odcieni czerwonego.
Konsystencja jest kremowa, dość zbita. Dzięki temu pomadka jest na prawdę bardzo dobrze napigmentowana, od pierwszego użycia daje pełne krycie. Zdecydowanie ułatwia to aplikację i przyspiesza proces malowania ust. I jak możecie zobaczyć niżej bardzo ładnie prezentuje się na ustach.
Kwestia najważniejsza czyli trwałość. Najbardziej zachwalana część przez wszystkich.. A u mnie .. bardzo mieszane uczucia :/ :/
Pomadka ma piękny kolor, zastyga szybko ale pozostawia ślady. Jeśli przyłożymy chusteczkę to odbije się ona na niej tak samo jak na innych rzeczach. To na szczęscie nie ściąga pigmentu z ust. Ale doprowadza do tego, że jak moje włosy podczas wiatru przeleciały po twarzy to na całej twarzy miałam pełno maleńkich czerwonych kreseczek od pomadki, które wcale tak łatwo zejść nie chciały - MASAKRA.
Druga sprawa to wycieranie się. A w zasadzie nie wycieranie - bo pomadka się nie wyciera a kruszy. Pierwotnie byłam zadowlona z trwałości. Zjadłam sobie śniadanie i patrze usta dalej czerwone... ale kiedy zbliżyłąm się do lusterka zauważyłam że na środku ust zaczęła się ona wykruszać. I takimi paseczkami część ust byłą pokryta produktem a część paseczków to były już prześwietujące spod spodu usta. Lub robiły się po prostu plamki gdzie produkt odpadł.
Na obramowaniu ust trzymała się ona rewelacyjnie, ale naśrodku niestey już nie za ciekawie z bliska.
No i na koniec muszę dodać, że bardzo mocno wysusza usta. Po jej zastygnięciu usta są aż sztywne, później to uczucie mija ale wysuszenie jest mocno widoczne i to może być też przyczyną słabszej trawałości a w zasadzie efektu kruszenia się na ustach.
Podusmowując ... troszkę nie ukrywam zawiodłąm się co do trwałości tego porduktu. Kolor wygląda przepięknie i na ustach wygląda ona rewelacyjnie - co z resztą widzicie na zdjęciach. Łatwo się tą pomadkę zmywa, wystarczy wacik i woda lub chusteczka do demakijażu - nie trzeba wkładać dużo siły.
Myślę, że po dzienne kolory raczej nie sięgę, bo jednak w ciągu dnia i jem i piję i chciałabym się nie martwić że po jednym posiłku już jej nie będzie.
Aczkolwiek na jakiś wyjście na imprezkę, gdzie jeść nie będę myślę, że na pewno będzie super.
Jestem jak zawsze bardzo ciekawa Waszej opinii. Czy miałyście już którąś z tych pomadek i jakie są Wasze odczucia. Wiem, ze za 19 zł nie ma co się spodziewać cudów - ale jednak tyle dziewczyn ją zachwalało.. Myślę, że gdyby nie jeść żadnych posiłków to faktycznie utrzyma się super ale przyjedzeniu, zwłaszcza przy intensywnych kolorach będzie to bardzo zauważalne.
Dajcie znać co myślicie.
BUZIAKI!!
Płynne, zastygające pomadki to must have chyba już każdej z nas. Ja co rusz testuje nowości w tej kategorii i szukam swojego ideału.
Skuszona pozytywnymi opiniami na temat tego produktu postanowiłam sprawdzić go na własnej "skórze" i dać Wam znać czy faktycznie warto.
Wiele vlogerek i blogerek otrzymało płynne matowe pomadki z Bell do zaprezentowania. Większość z nich była zachwycona tym produktem .. ale przyznaje szczerze, że nie zawsze te opinie wiązą siez prawdą. Czy w tym przydaku tak było? Przeczytajcie pod do końca :D
HYPOAllergenic Mat Liquid Lipstick
Kolekcja matowych pomadek współtworzonych z ambasadorką
marki Bell HYPOAllergenic Marceliną Zawadzką i inspirowanych ważnymi dla niej
miejscami na całym świecie.
Intensywnie napigmentowane pomadki pozostawiają trwały, matowy efekt makijażu, a modne kolory podkreślają naturalne piękno ust.
Intensywnie napigmentowane pomadki pozostawiają trwały, matowy efekt makijażu, a modne kolory podkreślają naturalne piękno ust.
Cena: 18,99 zł
Jak jest na prawdę? Zacznę od tego, że kupiłam ten produkt na próbę z nastawieniem że wykupie każdy możliwy kolor po obejrzeniu wielu pozytywnych opinii. Na pierwszy rzut do testów poszedł mój ukochany czerwony odcień. W ich kolekcji to nr 103 PARIS .
Opakowanie jest łądne, estetyczne i standardowe. Aplikator również jest taki jak w większości błyszczyków czy płynnych pomadek. Ale tu nie mam się do czego przyczepić - wykonuje swoje zadanie do dobrze aplikuje produkt na usta.
Sam kolor jest na prawdę piękny! Jestem w nim zakochana po uszy i to jeden z moich idealnych odcieni czerwonego.
Konsystencja jest kremowa, dość zbita. Dzięki temu pomadka jest na prawdę bardzo dobrze napigmentowana, od pierwszego użycia daje pełne krycie. Zdecydowanie ułatwia to aplikację i przyspiesza proces malowania ust. I jak możecie zobaczyć niżej bardzo ładnie prezentuje się na ustach.
Kwestia najważniejsza czyli trwałość. Najbardziej zachwalana część przez wszystkich.. A u mnie .. bardzo mieszane uczucia :/ :/
Pomadka ma piękny kolor, zastyga szybko ale pozostawia ślady. Jeśli przyłożymy chusteczkę to odbije się ona na niej tak samo jak na innych rzeczach. To na szczęscie nie ściąga pigmentu z ust. Ale doprowadza do tego, że jak moje włosy podczas wiatru przeleciały po twarzy to na całej twarzy miałam pełno maleńkich czerwonych kreseczek od pomadki, które wcale tak łatwo zejść nie chciały - MASAKRA.
Druga sprawa to wycieranie się. A w zasadzie nie wycieranie - bo pomadka się nie wyciera a kruszy. Pierwotnie byłam zadowlona z trwałości. Zjadłam sobie śniadanie i patrze usta dalej czerwone... ale kiedy zbliżyłąm się do lusterka zauważyłam że na środku ust zaczęła się ona wykruszać. I takimi paseczkami część ust byłą pokryta produktem a część paseczków to były już prześwietujące spod spodu usta. Lub robiły się po prostu plamki gdzie produkt odpadł.
Na obramowaniu ust trzymała się ona rewelacyjnie, ale naśrodku niestey już nie za ciekawie z bliska.
No i na koniec muszę dodać, że bardzo mocno wysusza usta. Po jej zastygnięciu usta są aż sztywne, później to uczucie mija ale wysuszenie jest mocno widoczne i to może być też przyczyną słabszej trawałości a w zasadzie efektu kruszenia się na ustach.
| na dole pomadka po zjedzeniu kanapki / u góry po zjedzeniu sałatki z wędzonym łososiem |
Myślę, że po dzienne kolory raczej nie sięgę, bo jednak w ciągu dnia i jem i piję i chciałabym się nie martwić że po jednym posiłku już jej nie będzie.
Aczkolwiek na jakiś wyjście na imprezkę, gdzie jeść nie będę myślę, że na pewno będzie super.
![]() |
| U góry pomadka zaraz po nałożeniu / na dole zastygnięta |
Dajcie znać co myślicie.
BUZIAKI!!







Witam Cię na mojej stronie. Blog powstał z zamiłowania do pisania, odkrywania i dzielenia się moimi pasjami.
Mam nadzieję, że znajdziesz dla Siebie coś interesującego i zostaniesz ze mną na dłużej.
Zachęcam do obserwowania i dzielenia się swoją opinią.